Połówka pełna emocji

Dorota, ambitna amatorka. Małgorzata zawodniczka  i trenerka z charakterem, Damian człowiek o wielkim sercu nie tylko do walki. Czyli „Ich troje” i droga na podium podczas Mistrzostw Polski w Sierakowie, na dystansie 1/2 Ironmana. To i wiele innych rywalizacji sprawia, że to były ciekawe zawody.

%f3
Małgorzata Szczęsna podczas biegu...

Mistrzostwa Polski na dystansie ½ Ironmana ściągnęły do Sierakowa wielu mocnych zawodników. Wśród „prosów” ze zwycięstwa cieszyła się Ewa Bugdoł, która od lat nie oddaje palmy pierwszeństwa w Polsce na tych dłuższych dystansach. Jak sama podkreśla zwycięstwa ciągle jej się nie znudziły. Bardziej zacięta walka o mistrzostwo była wśród Panów. Z niewielką przewagą nad Kacprem Adamem na metę przybiegł prawdziwy wojownik Mikołaj Luft. Dlaczego wojownik? – ktoś może zapytać. Oprócz oczywistych cech sportowych zawodnik zaprezentował się w nowym stroju firmy Warriors Factory, która przygotowała serię ciuchów dla triathlonistów, którzy chcą startować w polskich barwach. Warto dodać, że pomysłodawczynią i właścicielką marki jest Iwona Guzowska.

No, ale wracajmy do zawodów. Generalnie wśród Panów na biegu działo się bardzo dużo i walka była zacięta, a różnice na mecie niewielkie. Co jeszcze ciekawego się wydarzyło? Chyba to, że kilka medali w kategoriach wiekowych z Sierakowa przywieźli triathloniści z Pomorza. W kategorii 45 plus wygrał Marcin Sobczak, który udowadnia, że jest jak wino. Im starszy tym lepszy. Do niesamowitej walki doszło w kategorii lekko młodszej 40-44. Marcin Waniewski do ostatnich metrów bronił się przed atakami mocnego Łotysza.

- Podczas tych zawodów przekonałem się co to znaczy „lecieć głową”– powiedział wykończony na mecie popularny „Wania”.

Marcin jechał do Sierakowa z ambitnymi planami.

- Presje sam na sobie nałożyłem bo... chciałem coś sobie udowodnić  - twierdzi. - W tym dniu role się odwróciły, bo nie tylko czułem wsparcie od wszystkich! Rodziny, przyjaciół, moich zawodników, ale też od innych zawodników na trasie. Gdyby nie to, wstyd przyznać, ale bym się poddał, bo naprawdę nie szło.  Tym bardziej zwycięstwo smakuje i pokazuje, że warto walczyć do końca o swoje małe marzenia – podsumował na gorąco krótko start Marcin Waniewski.  

%f4
...i na podium.

Zgoła w innym nastroju, ale także ciesząc się ze zwycięstwa była  Małgorzata Szczęsna  z Complexsportu.
- W poprzednim roku zdobyłam tytuł Mistrzyni Polski w kat. wiekowej, jednak był to tytuł, do którego się nie poczuwałam. Pojechałam do Sierakowa, aby się „przetrzeć” przed sezonem, nie myślałam o rywalizacji w mistrzostwach. Czas w którym w poprzednim roku ukończyłam zawody, był tego potwierdzeniem . Po prostu tak wyszło  - mówi Szczęsna. -  W trym roku faktycznie przygotowywałam się do MP ½ IM w Sierakowie. Był to pierwszy start w sezonie, który chciałam ukończyć z dobrym czasem - w myśli miałam wynik w granicach 5h05. Nie zamierzałam łamać 5h! Taki wyniki był moim celem na ten sezon, ale chciałam go uzyskać dopiero na zawodach w Suszu. 

A jak wyszło? Gośka całą zimę pracowała nad poprawą roweru i biegania. Już wcześniej w zawodach biegowych sprawdziła formę. W Sierakowie chciała przekonać się co potrafi na rowerze. Zaryzykowała i pojechała mocniej niż zamierzała. Odbiło się to na wolniejszym biegu niż planowała.
- Warto jednak było ryzykować, bo wbiegłam na metę z o 10 min lepszym czasem niż sobie zaplanował - 4:56:01 – dodaje. - Ze startu jestem bardzo zadowolona. Wiem na ile mnie stać, nad czym muszę jeszcze popracować, aby w Suszu powalczyć o wymarzoną żywcówkę.

%f1
Damina Tomaszewicz. Nie widać, aby miał jakieś problemy podczas biegu...

Damian Tomaszewicz, także z Complexsports pojechał do Sierakowa optymistycznie nastawiony. Plan? Poprawić wynik z ubiegłego roku. Zimę dobrze przepracował. Nic nie stanęło na przeszkodzie, aby powalczyć o mistrzostwo w kategorii wiekowej 18-24.

- Wystartowałem w drugiej fali i od samego początku starałem się narzucić sobie odpowiedni rytm i tempo – mówi Damian Tomaszewicz. -  Z każdym metrem płynęło mi się coraz lepiej. Ostatecznie czas ok 28:20. Praktycznie taki sam jak rok wcześniej, a treningów pływackich było dużo mniej niż przed rokiem.  
Triathlon w Sierakowie jest jedyny w swoim rodzaju. Po wyjściu z wody na zawodników czekał długi i mocny podbieg do strefy zmian. A to w połączeniu ze zmęczeniem po pływaniu daje wręcz zabójczą mieszankę.
- Gdy tylko wsiadłem na rower od razu dobrze mi się jechało i chciałem dobrze wykorzystać koła jakie dostaliśmy od Gianta – dodaje zawodnik.  - Pierwsza pętla w deszczu przez co warunki były utrudnione, szczególnie na zakrętach.  Jednak udało mi się zrobić czas taki jak zakładałem czyli w granicach 33-34 min na jednej pętli ok 22 km.  Na kolejnych pętlach deszcz ustąpił i robiło się bezpieczniej. Dalej jechałem z podobnymi czasami. Ostatecznie czas z roweru 2h 15 min bardzo mnie satysfakcjonował. To o ponad  dwie minuty szybciej niż rok wcześniej, a czułem że zmęczenie jest mniejsze wiec byłem dobrze nastawiony na bieg.

Ambitny plan biegu trzeba było skorygować z powodu grząskiego podłoża, korzeni i podbiegów.

- Na ostatniej pętli walczyłem ze sobą. Było ciężko – twierdzi Tomaszewicz. Pobiegłem o prawie dwie minuty wolniej niż rok temu. Łączny czas 4:20:46 i dwie minuty lepiej niż przed rokiem. Jestem bardzo zadowolony, wszystkie te czasy i odczucia są bardzo dobrym prognostykiem na dalszą część sezonu, szczególnie do mojego głównego celu czyli pełnego Ironmana. Wiem też co potrzebuje zrobić, aby wytrzymać w dobrym tempie cały dystans biegowy.

%f5
Ich troje: Małgorzata, Damian i Dorota z Complexsports

I na koniec krótka relacja z Sierakowa Doroty Wojdy, ambitnej amatorki, która stanęła na najniższym stopniu podium w kategorii wiekowej. Jednak nie wszystko było tak jak sobie zaplanowała.
- Zeszłoroczny Triathlon w Sierakowie pozostawił niezapomniane wrażenia – wspomina Dorota Wojda. - Emocje związane z uszkodzonymi okularami tuż przed startem, sięgnęły zenitu. Bardzo długi i ledwo skończony. Wtedy napis na mecie „Ukończyć znaczy zwyciężyć” był dla mnie bardzo wymowny. Chciałam jeszcze raz zmierzyć się z Sierakowem. Tym razem pokonałam potwory wodne, z przyjemnością wymagającą trasę rowerową, z optymizmem wbiegłam na bardzo trudną trasę biegową.  I wtedy dały znać o sobie dolegliwości gastryczne. I znowu okazało się, że ukończenie to sukces. Czyżby do trzech razy sztuka?

Marcin Dybuk
Foto: Complexsports
Powrót do listy